Pisze pan Mireks, nie-Wolak, w kuriozalnej notce. Miesza wełnę z komunikacją; od razu wkracza w myślenie „prawicowców”, które zna oczywiście od podszewki , obśmiewając, wyszydzając, zestawia zdjęcia, stenogramy z dobijaniem rannych.  Tusk morderca, itp… A wszystko to, bo w Polskę poszła wieść, że jednak Błasika tam nie było.. Wyszydźmy więc, ironizujmy, brońmy się!  

Dziś napotkałem komentarz jednego z internautów , który zmusił mnie do smutnych refleksji. Nie przytoczę go, niestety, w wersji oryginalnej, ale treść była mniej więcej taka: „Choćbym i dowiedział się, że Putin osobiście dobijał rannych  w Smoleńsku, to i tak zagłosuję przeciwko Jarkowi”. To zdanie tak naprawdę wskazuje stan psychiczny, w którym znalazło się państwo polskie. Buntujemy się przeciwko działaniom rządowym, obarczając główną winą Tuska i jego zastępów o moralnie odpychająca postawę wobec ofiar Katastrofy Smoleńskiej, zapominając że, być może,  jako naród sami sobie wyhodowaliśmy żmiję na piersi. Tą żmiją jest ta część Polaków, która odarta z jakichkolwiek szat empatii, niszczy nienawistnie dogorywającą tkankę Polskości w nieprzeżartej jeszcze gangreną pozostałej części rodaków.

Pan Mireks konstatuje: „Jeśli tak ma wyglądać prawda, to wsadźmy ją sobie głęboko w dupę”.

Paralele na bok. Przestańmy winić tylko złe media! Przestańmy zrzucać całość win na rząd, gdyż on jedynie realizuje oczekiwania tej zdegenerowanej części narodu. Nie uwierzę, że tylko Bratkowscy, Michniki, Morozowscy są winni. Winni są ci, którym przez gardło, jak temu internaucie, mogą przejść takie słowa. Demokracja, ktoś zakrzyknie! Tak demokracja, ale jeszcze zostaje odczucie ludzkie, które w obliczu tragedii pozostawia za sobą polityczną niechęć. Jaki internauta byłby w stanie 11 września 2000 r. napisać o swoich rodakach w USA choćby w połowie nienawistne słowa, które padały i padną jeszcze pod adresem poległych 96 osób w Smoleńsku? Kto miałby odwagę lżyć swoich współziomków, bez względu czy podzielał ich poglądy polityczne, czy nie? Zły przykład? To przypomnijmy Johna Fitzgerald Kennedy? Czy tam ktoś pod podniósł głowę w prasie i stwierdził: „Po co on tam jechał w tym samochodzie”? No tak, można rzecz, wówczas nie było Internetu; dziś może tacy by się znaleźli. Choć ja nieco w to wątpię.  

Kpiono sobie kiedyś z Kaczyńskiego, że skoro mu sie nie podoba naród, to niech sobie go zmieni.

Ja bym chętnie wymienił znaczną jego część. Czy ktoś z Ameryki Południowej nie chce może do nas przyjechać?